No niestety do pociągu się nie zmieściliśmy (pociągu? raczej do autobusu szynowego) więc od samego początku obsuwka więc pierwsze kilometry musieliśmy ostro pociągnąć aby zdążyć przed zmrokiem gdyż pierwszego dnia mieliśmy ponad 50km do przejechania. Udało się :) ale byliśmy mocno w nocy.
Tydzień bez roweru tygodniem straconym...
Choć nie zawsze czas jest na jednośladowe harce to nawet krótka przejażdżka po świeże kajzerki daje mi satysfakcję ;) Najbardziej cieszą mnie długie wycieczki po leśnym runie przez pola tudzież szutrowe drogi najlepiej z górki ;) aczkolwiek podjazdy zwieńczone pięknymi widokami też dają uśmiech.